
Pokój Hermiony nie różnił się od innych. Te same zielone zasłony w oknach i przyciemniane szyby. Jedno wielkie podwójne łóżko, malutki stolik i dosyć duża szafa. Każdy pokój był tak urządzony. Harry wprawdzie wyjął ramki ze zdjęciami i poustawiał je na stoliku, jednak sypialnia Hermiony mogłaby uchodzić za niezamieszkaną, ponieważ na pierwszy rzut oka nie było widać, żeby ktoś tam spał. Jedynie kiedy ktoś się uważnie przyjrzał, mógł zauważyć, że pod łóżkiem znajdują się jakieś książki i pudełka, a na stoliku nie jest tyle kurzu, co w innych pustych pokojach. Harry nigdy nie pytał o to, czemu na nim nie postawi, ani o to czemu nie wystawiła żadnych zdjęć rodziców. Dziewczyna z każdym dniem stawała się dla okularnika coraz większą zagadką. Co takiego robiła w swoim pokoju, że zamykała się w nim na długie godziny i zabezpieczała wszelkimi zaklęciami ochronnymi? Czemu coraz rzadziej z nim rozmawiała, nie przechadzała się po ogrodzie i okolicznych lasach? Na te pytania odpowiedzi nadal nie znalazł i chociaż wmawiał sobie, że nic złego się z nią nie dzieje, to jakiś głosik podpowiadał mu, że powinien zacząć się martwić o przyjaciółkę.
Było już dosyć późno, jednak Harry nie mógł się powstrzymać, żeby nie pójść do dziewczyny i porozmawiać o tym, co powiedział im Irons o jego jako-takim pokrewieństwie z Malfoyem. Ubrany w pidżamę, wstał z łóżka i założył na siebie szkarłatny szlafrok z lwem na plecach, który sprezentowała mu na urodziny pani Weasley. Włożył do jednej z kieszeni różdżkę i wymknął się po cichu ze swojego pokoju, nie zamykając zbyt dokładnie drzwi, żeby nie robić większego hałasu. Było już dosyć ciemno, więc wyjął różdżkę i szepnął Lumos, a jej koniec zaświecił jasnym światłem. Harry już kilka razy odwiedzał o takiej porze dziewczynę i cieszył się, że na korytarzach nie było żadnych obrazów, które tak jak w Hogwarcie, mogłyby się obudzić i przeklinać na jego nocne przechadzki.
Wybraniec tuż przed drzwiami do pokoju przyjaciółki zgasił różdżkę i lekko zapukał. Wiedział, że Hermiona nie śpi, bo przez szparę pod drzwiami sączyło się światło. Szatynce chyba coś wypadło z rąk, bo usłyszał dźwięk rozbijającego się szkła. Nacisnął klamkę, żeby wejść i pomóc dziewczynie, jednak zamek nie ustąpił.
Eheh
OdpowiedzUsuńOdpowiedź
UsuńNastępny
OdpowiedzUsuńJeszcze jeden
OdpowiedzUsuń